K. Spadło: chciałem zaserwować czytelnikowi jazdę rollercoasterem [wywiad]

Rozmawiamy dziś z Krzysztofem Spadło, z którego twórczością mogliście się już zapoznać na naszych stronach [czytaj recenzję], a nawet wygrać książkę Marzyciele  i Pokutnicy. Członek nieistniejącej już punkrockowej kapeli i autor tekstów  na płycie „Sex, piwo i rock and roll”, marzyciel i miłośnik wstawania o świcie. Zapraszamy!

Marzyciele i Pokutnicy to Pański debiut wydawniczy. Dlaczego zdecydował się Pan na wydanie książki? To zupełnie nowy projekt, czy może opowiadania „przeleżały swoje” w szufladzie, aż doczekały się druku?

Jeśli idzie o wydanie książki, to tak naprawdę wiele lat temu chciałem to uczynić, problem jednak był taki, że nie znalazłem odpowiedniego wydawcy. Pewnie szukałem nie tam, gdzie trzeba [śmiech], ale z drugiej strony, to też nie był dobry czas dla tego gatunku literackiego. Wiele z opowiadań zawartych w książce „Marzyciele i Pokutnicy” odleżało swoje, inne powstały później, a któregoś dnia pojawił się pomysł, żeby powiązać z sobą 10 niezależnych historii. Wybrałem więc niektóre z nich, pokusiłem się o pewien zabieg i nadałem temu zbiorowi znamiona powieści szkatułkowej. Mam nadzieję, że czytelnikom, którzy sięgną po książkę spodoba się to rozwiązanie.

Opowiadanie, to jedna z trudniejszych form literackich. Pan zmierzył się z nią zwycięsko – udało się napisać wciągające historie, wywołujące dreszczyk emocji, w których zmieściły się nawet rozbudowane opisy przyrody, pogody i ludzi. Miał Pan jakąś receptę na rozwijanie wątków i utrzymanie napięcia?

Kiedy siadam do napisania jakiegokolwiek opowiadania, to mam już gotowy i sprecyzowany plan. Historia jest już skonstruowana i pozostaje ją jedynie ubrać w odpowiednie słowa. Oczywiście zawsze zostawiam sobie drobny margines na jakieś smaczki sytuacyjne, które faktycznie mogą się pojawić w trakcie. Jednak jeśli się takowe znajdą, to nie mają wpływu na opowieść, ich zadaniem jest dodanie kolorytu i soczystości.

Jakiś czas temu przeniósł się Pan do norweskiego Risør, jednak jako kanwę opowiadań wybrał Pan Polskę. Naszą nadwiślańską rzeczywistość łatwiej było ubarwić?

Nie, myślę, że to nie ma nic do rzeczy. Zbyt wiele lat mieszkałem w Polsce i nie sądzę, żeby ta sytuacja skrzywiała, czy też wypaczała moje spojrzenie. Natomiast jestem święcie przekonany, że jeśli chciałbym napisać jakąś historię z norweskim wątkiem, to wtedy byłby to zdecydowanie mocny argument.

Książkę tworzy 10 opowiadań, różni je niemal wszystko – długość, czas, bohaterowie i ich przygody, czy któreś sprawiło więcej problemów niż pozostałe?

Pisanie raczej nie nastręcza mi problemów [śmiech]. Specjalnie wybrałem 10-kę, tak bardzo różniących się od siebie historii, zarówno pod względem narracyjnym, jak i językowym. To było celowe zamierzenie z mojej strony, chciałem bowiem zaserwować czytelnikowi jazdę rozpędzonym rollercoasterem, a nie monotonne turlanie się wysłużonym samochodem. Ufam, że mój cel został osiągnięty.

Czytelnicy zapewne w trakcie lektury niektóre opowiadania polubią bardziej. Pan również ma swoją ulubioną historię?

Jestem taki sam, jak czytelnicy, tylko z tą małą różnicą, że ja lubię wszystkie moje opowiadania, jakkolwiek do niektórych z nich mam szczególny sentyment. Takim opowiadaniem jest „Przewoźnik”, który otwiera zbiór. Tę historię napisałem bardzo, bardzo dawno temu, w lipcu tego roku minęło dokładnie 18 lat. Z opowieścią wiąże się wiele przeróżnych sytuacji, które mają swoją kontynuację nawet dziś. Opowiadanie pisałem ręcznie, nie miałem wtedy komputera, właściwie mało kto w tamtych czasach posiadał taki sprzęt. Byłem natomiast szczęśliwym posiadaczem tradycyjnej maszyny do pisania i kiedy już miałem gotowy tekst, mogłem go sobie ładnie wystukać za pomocą owej maszyny. Jako ciekawostkę dodam, że pisałem to opowiadanie każdego lipcowego dnia o świcie.

Miał pan jakiś szczególny powód, żeby zaczynać pisać tak wcześnie?

Wstawałem wcześnie około 4. nad ranem, parzyłem sobie kubek gorącej kawy i zanurzałem się w mojej historii. O ile miałem wenę, to kończyłem pisanie po 3 godzinach czyli około 7. rano, zjadałem śniadanie i pędziłem do pracy. Dzień w dzień. Kiedy już dobrnąłem do końca historii, pod ostatnią linijką skreśliłem zdanie – „każdym lipcowym świtem 1994 roku”- napisałem to, bowiem mam w zwyczaju skreślać konkretne daty czy też ramy czasowe od chwili rozpoczęcia pisania jakiejś opowieści do momentu jej definitywnego zakończenia. Robię to tylko dla siebie, na pamiątkę, żeby wiedzieć, kiedy się tego dopuściłem [śmiech]. Natomiast „Przewoźnik” ma takie przełożenie na moje życie, że obecnie wstaję dokładnie o 04.45 rano, odpalam kompa, dochodzę do siebie z pomocą kubka kawy i około 05.00 mogę zaczynać pisać. Uwielbiam pisać o świcie.

Postaci w książce są z jednej strony szare aż do bólu, z drugiej wydają się być przerysowanymi odzwierciedleniami ludzkich lęków, słabości i pragnień. Każdy z nas jest marzycielem i pokutnikiem?

Wydaje mi się, że każdy człowiek ma w sobie coś z marzyciela i coś z pokutnika. Różnimy się jedynie proporcjami, które w nas tkwią. W swoim życiu nie spotkałem jeszcze człowieka, który nie miałby jakiegoś marzenia, każdy o czymś marzy. Natomiast wszyscy których znam, przeszli swoje i każdy z nich poniekąd pokutował.

Książka ukazała się już na polskim rynku, w planach jest edycja norweska i angielska, która premiera wywołuje najwięcej emocji?

Jeżeli idzie o zagraniczne edycje, o związane z nimi plany i emocje, to chyba są one na tym samym poziomie. Sprawa wydań w obcych językach wciąż się toczy i jeśli tylko wykluje się coś konkretnego, to wtedy nie omieszkam o tym powiadomić. Jednak kiedy mówimy o emocjach i publikacji, to zdecydowanie polska edycja przysparza mi ich najwięcej.

Za Panem udany debiut literacki. Marzyciele i pokutnicy zbierają pozytywne recenzje. Ma Pan kontakt z fanami?

Oczywiście bardzo mnie cieszy fakt, że pojawiło się sporo pozytywnych opinii i uznania ze strony czytelników. Jako ciekawostkę przytoczę fakt, że kilka tygodni temu dostałem maila od osoby, której nie znam, a która sięgnęła po ten zbiór. Mail był krótkiej treści - „Wydałem na książkę 31 złotych i chciałem tylko napisać, że nie żałuję wydanej forsy. Opowiadania są zajebiste!”. To była jedna z najlepszych wiadomości, jaka ostatnio do mnie trafiła.

Jakie zatem plany na przyszłość? Kolejny zbiór opowiadań, czy może jednak powieść?

Co do planów… Otóż moim skromnym zdaniem, jeśli ktoś, tak jak ja, debiutuje zbiorem opowiadań, to naturalną koleją rzeczy będzie to, że przystąpi do realizacji czegoś większego, czyli powieści. Tak też jest ze mną. W tej chwili pracuję nad obszerną książką, której tematyka nie będzie miała kompletnie nic wspólnego z moim zbiorem opowiadań. W „Marzycielach i Pokutnikach” starałem się pokazać czytelnikowi jakim operuję językiem, jak buduję napięcie, jak za pomocą słów staram się przekazać emocje i namiętności, jak słowem pisanym próbuję namalować pejzaże. To, że tematyka opowiadań ociera się o grozę, fantastykę, zjawiska nadprzyrodzone to zupełnie inny temat. Osobiście bardzo lubię te gatunki literackie, jednak co do powieści, którą teraz piszę, jest ona całkowicie pozbawiona tych elementów.

W takim razie, może uchyli Pan rąbka tajemnicy i zdradzi o czym będzie planowana powieść?

Piszę historię człowieka, który u progu swojego dorosłego życia zostaje skazany na dożywotnie więzienie. Akcja rozpoczyna się na początku lat 20-tych ubiegłego stulecia i będzie się rozgrywać na przestrzeni kilkudziesięciu lat. W tle mojej historii będą przewijać się wydarzenia historyczne, ale będą tam też fakty, które z różnych powodów nie znalazły się w szkolnych podręcznikach historii. Opowieść ta pozwala mi sięgnąć do pełnego wachlarza pozostałych gatunków literackich, a ja nie odmówię sobie tej przyjemności i jak najbardziej spróbuję się zmierzyć z tym wyzwaniem.

Więcej o twórczości Krzysztofa Spadło, fragment opowiadania Przewoźnik oraz film promujący zbiór znajdziecie na stronie autora.

Rozmawiała: A.K.

This entry was posted in Autorzy, Wywiady and tagged , , , . Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>