Od świata finansjery po mroczną Islandię [recenzja]

sherlock holmesMichael Ridpath to były pracownik londyńskiego City. Siłą rzeczy karierę literacką rozpoczął od powieści zwanych thrillerami finansowymi. Makler, Finansiści, Drapieżnik czy Ostatnia transakcja to majstersztyki w swoim rodzaju. Niestety ich wadą jest pewna hermetyczność, bowiem są lekturą bardziej przystępną dla rekina ekonomii niż zwykłego Czytelnika. Ridpath najwyraźniej postanowił zmienić profil twórczy by zyskać nowe grono odbiorców. Powstała seria Ogień i Lód, której bohaterem jest bostoński detektyw o islandzkich korzeniach – Magnus Jonson-Ragnarsson. W języku polskim ukazały się dotąd dwa tomy serii – właśnie Gdzie zaległy cienie oraz Gdzie zaczyna się mrok.

Magnus stosuje amerykańskie metody śledztwa na islandzkim gruncie. Trafia na Islandię w ramach programu ochrony świadków. W Bostonie nie jest bezpieczny odkąd dopuścił się czynu niewybaczalnego w środowisku policyjnym – ujawnił korupcję. Na nowym terenie zostaje oddelegowany do sprawy związanej z zaginioną sagą Gaukura . A nie jest to zwykła opowieść ludowa tylko… pierwowzór trylogii Tolkiena. Zresztą sam tytuł powieści nawiązuje do cytatu z tegoż autora – W krainie Mordor, gdzie zaległy cienie. Co więcej, dzięki wskazówkom zawartym w sadze można odnaleźć pewien pierścień, który podobno obdarowuje władzą i nieśmiertelnością…

Choć niektóre wątki fabuły brzmią fantastycznie – to jak na maklera przystało wszystkie jej elementy składają się na logiczną, precyzyjną całość. Tak więc w sprawę zamieszana jest realna, litewska mafia, zaś falę morderstw tłumaczy żądza władzy. Michael Ridpath z rozmysłem pozwala Czytelnikowi na samodzielną ocenę wiarygodności swojego dzieła, szczególnie gdy pokazuje różnice pomiędzy amerykańskim i islandzkim wymiarem sprawiedliwości. W Bostonie każdy policjant nosi broń, zaś walka z miejską przestępczością ma wymiar niemal krucjaty. Co jednak nie zapobiega korupcji. Islandzcy policjanci są z kolei kryształowo praworządni, co nie sprawdza się w walce z bezprawiem. W toku prowadzonego przez bohatera śledztwa porównanie obu systemów prowadzi do humorystycznych sytuacji. Magnus ceni bowiem metody w stylu „Brudny Harry”. Tylko jak tu postraszyć podejrzanego islandzkim więzieniem, gdy „[...] powinien się raczej spodziewać, że osadzeni codziennie dostają od strażników gorące kakao i pantofle, a wieczorem oglądają telewizyjne seriale i robią na drutach szaliki”. Polecam!

This entry was posted in O książkach ogólnie, Recenzje and tagged , , , , , , . Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>