Historia Edgara – David Wróblewski

Chociaż jego usta nie wypowiedziały ani jednego słowa, to zdziałał wiele…

Książki o dzieciach zawsze przemawiają bardziej do wyobraźni czytelnika i na swój sposób poruszają. Poznając smutną historię czternastoletniego, głuchoniemego chłopca trudno oprzeć się silnym emocjom i odłożyć tę książkę.

Edgar nie mówi ale słyszy. Razem z rodzicami zajmuje się specjalną rasą psów, które są hodowane i tresowane według starannie opracowanych metod. Wydawałoby się, że chłopiec z takim upośledzeniem nie odnajdzie się w tej roli. W jaki sposób miałby porozumiewać się z nimi? Edgar nie napotyka żadnych barier, a wręcz znakomicie wywiązuje się z tego zadania. Okazuje się, że psy, to bardzo mądre zwierzęta. Mowa ciała i spojrzenie oczu mogą wystarczyć, by człowiek i pies nawiązali ze sobą kontakt. Tej szczególnej intuicji do zwierząt i percepcji niejeden trener może temu chłopcu pozazdrościć.

To książka o szczególnej więzi Edgara z psami, które potrafią czytać z ruchu rąk i z mimiki twarzy. Chłopiec z ciekawością zgłębia tajniki prowadzenia psiarni opracowane przez jego dziadka. Sielankowe życie rodziny przerywa nagła śmierć ojca Edgara. To wydarzenie jest początkiem kłopotów i nieszczęść w tej rodzinie. Kolejne wydarzenia dowodzą, że to było morderstwo, a los psiarni stoi pod znakiem zapytania.

Edgar domyśla się prawdy i podejmuje działanie. jednak kolejna śmierć zmusza go do ucieczki. To dla niego nowe wyzwanie, trudny sprawdzian w szkole przetrwania. Tułaczka po dzikich lasach wraz z trzema psami dostarcza czytelnikowi dużej dawki emocji.

Fakty z minionych zdarzeń układają się w całość i Edgar postanawia wrócić do domu. Jest o krok od odkrycia tajemnicy. Niestety przeszkadza mu w tym wuj, knując intrygę z miejscowym policjantem. Dochodzi do groźnego pożaru w ich psiarni. Chłopiec uwalnia z klatek psy i próbuje ocalić dokumenty z płonącej stodoły. Wuj dostrzega szansę, aby zabić niewygodnego świadka. Strzykawka z trującym jadem rozwiązuje problem.  W płomieniach ginie nastoletni chłopiec.

Scena płonącej stodoły jest bardzo wymowna. Dramat dopełnia się, a jego kochane psy są tylko biernymi świadkami, czekającymi na jakikolwiek znak, bo „wszystkie co do jednego, wyszkolone i wychowane do patrzenia, nauczone przez samego chłopca, wiedziały że należy czekać na gest, który nadaje sens światu, kiedy sensu nie ma”.

 

O Celina

Jestem poetką. Więcej o mnie na stronie tpspkielce
This entry was posted in Recenzje and tagged , . Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>